Nasza historia
Psy to cale moje życie. Zaczęło się niewinnie… Pewnego dnia dostałam od szwagra książkę o psach w ramach pocieszenia po śmierci ukochanej kotki Milusi. Miałam wtedy osiem lat… I to był zapalnik
w trwającej do tej pory przygodzie. Wprawdzie na pierwszego psa musiałam długo czekać, ale po dwóch latach błagania rodziców o zgodę na futrzaka mogłam powiedzieć, że moja decyzja jest w pełni świadoma i że wiem wystarczająco dużo o Canis Familiaris, żeby stać się właścicielką jednego z przedstawicieli tego wspaniałego gatunku.
Kiedy skończyłam 10 lat, tata posadził mnie naprzeciw siebie, wziął
w dłoń największą encyklopedię, jaką wtedy posiadałam i otworzył gdzieś pośrodku. Zakrył nazwę rasy, pokazał zdjęcie i powiedział „słucham, co wiesz o tym psie”. I tak przemaglował mnie z kilku ras psów. Pytał
o wygląd, charakter, wychowanie, potrzeby, pielęgnację. Zadawał szczegółowe pytania. Czułam się jak na pierwszym w moim życiu egzaminie! Ale zdałam go pomyślnie i już tego samego dnia tata zabrał mnie na wieś, gdzie czekała na mnie Gama. Chart Polski znaleziony przez mojego wujka w lesie, na wnykach. Jakiś okrutny kłusownik pozostawił biednego, około 8-miesięcznego szczeniaka na pewną śmierć w środku zimy… Na szczęście los sprawił, że trafiła w nasze, jakże kochające ręce!
Gama wypełniała nasz dom szczęściem przez osiem lat. Uczyłyśmy się siebie z niekłamaną przyjemnością. Każdy spacer, każda wycieczka, każdy leniwy wieczór na kanapie – dawał wiele przyjemności i satysfakcji, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i pozostaniemy nimi na zawsze. Niestety pewnego dnia ktoś o złym i okrutnym sercu złamał to szczęście
i porwał naszą największą radość. Do dziś z nostalgią wspominam wierność, ufność i bursztynowe oczy mojej posłusznej, pięknej i wiecznie młodej Charcicy. To ona nauczyła mnie cierpliwości, dodawała wiary
w siebie i była powierniczką wszystkich młodzieńczych sekretów. To przy niej dorastałam i stałam się kobietą. To dzięki obcowaniu z tak wspaniałym stworzeniem jak ona, nabrałam wrażliwości i pokochałam psy całym sercem.
Kiedy zabrakło Gamy, z domu uleciało szczęście. Mama nie mogła sobie wybaczyć, że to pod jej okiem skradziono naszą pupilkę. Długo płakaliśmy i jeszcze dłużej jej szukaliśmy. Ani policja, ani ogłoszenia
w mediach nie dały rezultatu. Nigdy nie pogodziliśmy się z jej stratą. Ale w domu brakowało merdania psiego ogona. Dlatego też nie tracąc nadziei na odnalezienie Gamy podjęliśmy decyzję o kupnie małego pieska. Padło na Shih-Tzu. I tak trafiła do nas SUGAR Cicho Ciemne, po domowemu Maja.

Maja zauroczyła nas swoją urodą i zadziornym charakterkiem. Rozpieszczaliśmy ją do granic przyzwoitości ;) To z Mają rozpoczęłam przygodę z wystawami i to ona dała początek mojej hodowli. I tak w 2001 roku zarejestrowałam w Związku Kynologicznym hodowlę pod przydomkiem Ne Quid Nimis. Pierwszy miot to pierwszy odebrany poród
i radość z psot łobuziarskich maleństw. Po piątce „gremlinków” było tyle samo sprzątania, co radości. Wszystkie trafiły do kochających domów,
a jedna sunia na prawach hodowlanych wydała na świat swój pierwszy miot również z przydomkiem Ne Quid Nimis.
Wystawy stały się moją pasją. Mimo iż Maja zdobywała same doskonałe oceny i medale, chciałam czegoś więcej. Koleje życia tak się potoczyły, że musiałam przeprowadzić się do Krakowa. Zamieszkałam
w Hodowli Polot i tam poszerzałam swoją wiedzę kynologiczną pod okiem specjalisty i wieloletniego Hodowcy. To właśnie tam zakochała się we mnie pewna Borzojka – Pąsik (Pąsowa Polot Złocisty Wiatr), oczywiście
z wzajemnością. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Coś niesamowitego! Majestatyczny Chart o bursztynowych oczach, dokładnie takich, jakie miała Gama…
Pąsik była wspaniała! Na spacerach po łąkach potrafiła trzymać się blisko nogi nawet wtedy, gdy przed nosem czmychnął jej zając. Patrzyła wtedy na mnie pytającym wzrokiem, mówiącym „mogę go pogonić? Proszę! Za chwilkę wrócę!”. Wystarczyło moje jedno skinięcie głową
i wpadała w charci pęd. To najwspanialszy widok pod słońcem – pędzący Borzoj… Niestety okrutny los zabrał mi to szczęście. Pąsik zmarła pod moją nieobecność na skręt żołądka. Cieszyłyśmy się sobą niespełna rok.
Los znów rzucił mnie do rodzinnego domu, do Sandomierza. Wróciłyśmy z Mają do moich rodziców, aby wspierać mamę w walce
z chorobą. Maja była dla niej radością i odskocznią dla mojego taty. Dlatego też, gdy znowu przeprowadziłam się do Krakowa, słodkie, włochate i bardzo gadatliwe Shih-Tzu pozostało z rodzicami. Teraz, po śmierci mamy, jest małą iskierką radości dla mojego taty. Wnosi trochę życia do opustoszałego domu. Tata i Maja są nierozłączni…
Przez pewien okres czasu nie mogłam mieć żadnego czworonoga. Praca i częste przeprowadzki nie pozwalały mi na taką odpowiedzialność. Ponadto serce ciągle nie mogło zagoić się po stracie Charciska. Rzuciłam się w wir zajęć, ale uśmiechnęło się do mnie szczęście i poznałam prawdziwą miłość. Kiedy planowaliśmy wspólne życie nie mogło w nim zabraknąć czterołapa. Poszukiwania odpowiedniego towarzysza trwały miesiącami. W każdej rasie, mimo wielu plusów, znalazły się też minusy… Dziesiątki rozmów z hodowcami, wizyty w hodowlach, na wystawach, zawodach sportowych… Ale zawsze czegoś brakowało. Chciałam spełnić swoje marzenia o psie dobrze ułożonym, który wzbudzałby zachwyt nie tylko swoją urodą. Chciałam psa kochającego dzieci, który „nie skrzywdziłby muchy”, ale jednocześnie zapewnił poczucie bezpieczeństwa. Chciałam przyjaciela, na którym mogłabym polegać w każdej sytuacji… Gdzieś na wystawie zauważyłam białego wilka. Niestety nie zdążyłam dogonić właściciela… Potem czytając książkę natknęłam się na wzmiankę
o białym owczarku. Zaczęłam poszukiwania, podejmowałam rozmowy, dowiadywałam się jak najwięcej o tych przepięknych białych futrach. Studiowałam historię rasy, rodowody białasów. I tak w pewnym momencie decyzja zapadła!

„Zamówiłam” BOSa ( Białego Owczarka Szwajcarskiego ) w hodowli ALPEN ANGEL Oli Cisłak. Miałam rok czasu na utwierdzenie się w decyzji. Aż w końcu 10 czerwca 2006 roku na świat przyszedł miot „A”, a w nim nasza Luna. Od samego początku wiedziałam, że świetnie się dogadamy. I mimo, iż miałam do wyboru jedną z trzech dziewczynek, ALBA LUNA Alpen Angel najbardziej mnie urzekła. Dzięki doskonałemu kontaktowi z hodowcą mogłam śledzić każdy etap w rozwoju naszego maleństwa. W sierpniu przeprowadziliśmy się do własnego, lecz ciasnego, 43- metrowego mieszkania. Po chwili dołączyła do nas Lunka i tak stworzyliśmy kochającą się i szczęśliwą rodzinę. Dzięki niej mogłam
w końcu zacząć pracę szkoleniową. Zasięgałam porad Pani Zofii Mrzewińskiej i to właśnie pod jej okiem stawiałyśmy pierwsze kroki
w naszej drodze do wspólnego zrozumienia i zaufania.
Kiedy po ponad półtora roku ciężkiej, aczkolwiek przyjemnej pracy
z Luną, przyszedł na świat nasz syn Ignacy, nasza rodzina stała się
w końcu w pełni szczęśliwa.
W tej historii nie może zabraknąć miejsca dla Bony - DONki (Długowłosego Owczarka Niemieckiego, o pełnym imieniu BONA Atlantyda), Norki – nierasowej Dobermanki oraz dwóch kocich psot – Leonie Dachowcu i Czikicie nierasowej Persiczce. Wszyscy mieszkają
z moimi teściami w Brzezince pod Oświęcimiem. Mają do dyspozycji ogromny ogród, po którym uwielbiają godzinami gonić z Luniastą. Koty wygrzewają się całymi dniami na tarasie, a psiaki pilnują obejścia – to ukochane zajęcie naszej białej damy ;) Istna sielanka!
Z dnia na dzień Luna coraz bardziej mnie zaskakuje. Jest wspaniałą piastunką i delikatną nianią dla Ignasia, cudowną towarzyszką wspólnych rodzinnych zabaw i spacerów, wiernym psem i dobrym nauczycielem. Jest niezwykle pomocna. Najbardziej „przydała się” w ostatnich tygodniach mojej ciąży, kiedy z wielką trudnością przychodziło mi schylanie się… Podawała mi najmniejszą nawet rzecz :) To na jej grzbiecie odbywałam wędrówki do łóżka, kiedy łapały mnie silne skurcze… O umiejętnościach Luny i historiach z jej udziałem mogłabym napisać książkę! Ale zostawię je na spotkanie z miłośnikami tejże wspaniałej rasy, którzy będą chcieli nas bliżej poznać i być może zostać właścicielami jednego z naszych szczeniąt :)
W chwili obecnej czekamy na decyzję Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w sprawie zmiany przydomka hodowlanego.

|