Małe Białe Owczarki Szwajcarskie
Z tego całego zamieszania spowodowanego wejściem BOSkich w trzeci tydzień życia, zapomniałam Wam wczoraj napisać jaki prezent tym naszym białym owczarkom sprawiłam… Otóż przez dwie godziny pletłam warkoczyki z muliny, aby nasze dzieciaki miały mięciutkie sznureczki na szyjkach, bo obróżki nadal są zdecydowanie za duże i za ciężkie na te nasze kluski.
Dzieciaki są już bardziej szczeniakami niż oseskami. Śpią już jak na BOSy przystało – w pozycji „na plecach” z łapami na „supermena” najczęściej. Ganiają się po kojcu i podgryzają wzajemnie.
Dziś nasze dziecko zrobiło mi prezent i poszło wcześnie spać – o 22:20 (co ostatnimi czasy jest nie lada wyczynem, ponieważ Ignacy się dziwnie przestawił i zasypia po 23:00), więc miałam jeszcze resztki sił, by poza obowiązkowymi czynnościami zaplanowanymi na dziś (obcinanie pazurków, mycie kojca, zmiana posłanka na noc i ważenie) móc chwilę poobserwować maluchy, popieścić je i pobawić się z nimi. A zabawa jest na całego! Z każdym miałam okazję pobyć kilka minut i wrażenia już opisuję:
Żółty chłopak (1232gr. żywej wagi) poszedł „na pierwszy ogień”. Podpełzł do mnie krzycząc – ten to ciągle – najwięcej i najgłośniej gada! Wdrapał się na kolana, wywalił na plecy z miną „no drap”!!! No i drapałam. A łapki chodziły radośnie – właściciele psiaków wiedzą, gdzie są punkty, po których smyranko wywołuje odruch drapania. Potem podgryzał mi palce – tu była chwila, kiedy nic nie gadał, a potem zabrał się za nos! Jejciu jak tym dzieciaczkom pachnie z pyszczków… hihihi!
Kolejna w kolejce była Różowa. Ta dziewczyna (1128gr. żywej wagi) to wykapana mamusia. Oczywiście podobnie jak Żółty przewróciła się na plecki do drapanka. Nie wiem ile one tam już widzą, ale skubanica wpatrywała się we mnie dłuższą chwilę, po czym cap! Za nos! I do gryzienia! I znowu ten zapach z pyszczka, hihihihi!
Starałam się zabierać najpierw za obcinanie pazurków białaskom, a potem ważenie. Po tych czynnościach miałam nadzieję, że rozbudzę kolejno towarzystwo, ale niestety, niektórych nie dało się dobudzić, hehehe. Niebieski chłopak (1315gr. żywej wagi) na przykład w ogóle się nie ruszył. Ziewnął tylko raz podczas ważenia – ledwo mieszcząc się w miseczce, po czym po odbębnieniu codziennego sprawdzania masy ciała – wdrapał się na zeszyt i zasłonił swoją dupką kolumnę do wpisywania wagi. Chyba się zawstydził, bo dziś przytył 102gramy! BOSki robi się coraz bardziej podobny do Dominika… Macie takie same miny chłopaki! Oj rośnie nam gwiazda ringów! Potężny, piękny chłopak! Myślę, że pod niebieską wstążeczką kryje się Shiro, ale ciiii… Bo jak na razie mam tylko dwa typy. Hmmm, to i tak to wszystko może się jeszcze pozmieniać…
Podobnie dziś zostałam olana przez Czerwoną (1224gr. żywej wagi). Coś czuję, że to ona będzie naszą cesarzową Sisi, ale jeszcze kilka tygodni obserwacji przed nami i wszystko może się zmienić… Jak do tej pory mała jest najbardziej odporna na wszelkie zabiegi pielęgnacyjne. Jest najcierpliwsza i ma serdecznie w nosie czy obcina się jej pazurki, czy waży, wszystko znosi ze stoickim spokojem (w kynoterapii to jedna z podstawowych cech dopuszczających psa do pracy), co nie przeszkadza jej potem bawić się z rodzeństwem w podgryzanie uszek i łapek. Moich też!
A zgadnijcie kto zaraz za Żółtym jest pierwszy do wyłażenia z kojca?! Oczywiście Fioletowa (1320gr. żywej wagi)! Z racji tego, że Zuzka była przy jej porodzie i jest druga w kolejce po suczkę, a Fioletowa to kawał cholery (i na Sisi raczej się nie nada) – ta suka wyląduje u niej. Poza tym ma takie zalotne spojrzenie, że z pewnością imię So Sexy Blondie będzie do niej pasowało, hihihi! Fioletowa Blondie obszczekała mnie z wieczora za to obcinanie pazurów, wlazła na kolana i ugryzła w nos. Po czym poszła podgryzać innych – ot, cała So Fioletowa Blondie – może kiedyś i będzie Sexy, hehehe!
Bordowy chłopak (1183gr. żywej wagi) – jak na razie oaza spokoju. Niekonfliktowy przystojniak, co myśli tylko o jedzeniu i spaniu. Cicho się zachowuje i strasznie lubi Ignasia. Dziś rano dwa razy był pierwszy przy nim i ślicznie się z nim bawił (no bo takie łapanie za paluszki i turlanie to już można zabawą nazwać), przypadek? Być może… Albo wyjątkowo pozytywnie nastawiony jest do małych istotek zwanych dziećmi. Okaże się już niedługo, podejrzewam. Natomiast ze mną nie miał ochoty bawić się wieczorową porą. I dobrze – przynajmniej jeden wie, że w nocy trzeba spać!
O Pomarańczowej dziewczynie (1160gr. żywej wagi) mogę napisać tyle, że lubi się przytulać. Kiedy jest najedzona można robić z nią wszystko. Dziś podczas ważenia nawet nie drgnęła. Aż w pewnym momencie delikatnie ją dobudziłam, bo przestraszyłam się, że tak nic się nie rusza… Popatrzyła się wtedy na mnie wymownym spojrzeniem, mówiącym „chyba sobie jaja robisz”! Ziewnęła, obróciła się na drugi bok i poszła spać. To było na tyle naszego dzisiejszego miziania, hehehe!
Granatowa… Klucha (1280gr. żywej wagi) jedna, hehehe! Strasznie fajna jest z niej babka! Podczas mizianka kilka razy się przeturlała, gryzła mnie po palcach z takim przejęciem, że myślałam, że za chwilę jej zęby wyjdą. Chyba zaczynają te nasze dzieciaki dziąsełka swędzieć… Po pogryzieniu bezbolesnym i wręcz przyjemnym, nadeszła pora na spełznięcie z babci Kasi i zabranie się za gryzienie pieluszki. Gdyby Granatowa miała ząbki, z pewnością załatwiła by rożek w kilka sekund!
Na koniec zostawiłam sonie Zielonego (1290gr. żywej wagi). Po obcięciu pazurków położyłam go sobie na klatce piersiowej, delikatnie przewróciłam na plecki (w zasadzie sam się przekręcił, wystarczyło posmyrać go paluszkiem po boczku) i drapałam, miziałam, a z pyszczka wylatywały pomrukiwania zadowolenia. Chłopczyk trącał łapką mój nos i ewidentnie zachęcał do większej ilości pieszczot. Dziś z nim spędziłam najwięcej czasu. Bardzo socjalny z niego chłopak. Rośnie nam pieszczoch i duuuuża klucha!
Ach, jak ja kocham te nasze maluchy! Chociaż żywot z nimi nie jest łatwy. Ostatnio przechodziłam „depresję poporodową”. Już myślałam, że sobie z tym wszystkim nie poradzę, że za dużo wzięłam na głowę. Nie wydalam na sprzątaniu, nie wysypiam się, portfel świeci pustkami, a widok siuśków i kupek przyprawia mnie o zawrót głowy. Moje dziecko kładzie się spać około godziny 23:00 i cały dzień marudzi, bo przecież nie można się ruszać z domu, tylko trzeba pilnować towarzystwa… Ja przejmuję się każdym gramem wagi maluchów, każda kupką, każdym kichnięciem… To chyba nie na moje nerwy, ja się chyba do tego nie nadaję; takie mam myśli bardzo często… Ale przychodzi moment, kiedy siadam z tymi maluchami i Luniastą w kojcu i jakoś tak wszystko w jednej chwili odpływa… I jestem szczęśliwa, że mamy te kluchy… A najbardziej, że mamy Lunkę. Jest taka dzielna… Już nie mogę się doczekać powrotu do formy i naszych dłuuuugich wędrówek… Dzieci zmieniają świat, wiem coś o tym…
Ach! Ale się rozpisałam, hehehe… Na deser kilka dzisiejszych fotek:
Obcinanie pazurków…

Buziaki!

Karmiąca mamusia…

So Sweet!



I jeszcze ostatni całusek, na dobranoc…

Pozdrawiamy najserdeczniej!



Zuza
on Czerwiec 26th, 2009
Suuuper relacja
Nie wiem co mam więcej pisać, bo wszysko już napisałam. Ja albo Ty
Aga
on Czerwiec 26th, 2009
Ojjj byle do niedzieli, bo już się doczekać nie mogę aż te słodkie maluchy zobaczę!
Basia
on Czerwiec 26th, 2009
Kasiu- bardzo, ale to bardzo dziękuję za twoje codzienne relacje. Nie zdawałam sobie sprawy, że prowadzenie hodowli to takie skomplikowane przedsięwzięcie. Ty pomimo zmęczenia pozwalasz nam przeżywać to razem z tobą. Zaskoczyło mnie to dopasowywanie imion do charakterków
Piękne!
PS. Ja też uwielbiam zapach szczeniaczkowych pyszczków. Żadnemu nie przepuszczę
Uściski!
Olqq
on Czerwiec 26th, 2009
Cudnie tuu ! ;D
Otworzyły już oczka słoneczkaa ! ;*
No nie moge się napatrzec ! ;D
kinga
on Kwiecień 9th, 2010
jaki śliczny
Kinga
on Kwiecień 10th, 2010
Szkoda że tam mało zdjęć ty maluszków
Oglądnęłam bym jeszcze więcej ;D